- Jesteśmy w Nowym Jorku. - powiedziałam uśmiechając się do Molly. Blondynka wstała i wyjrzała przez okno. Czułam jak ściska moją rękę coraz mocniej. Popatrzyła na mnie i przytuliła mocno.
- Nowy Jork jest cudowny. - westchnęła.
- Tak, bardzo. - odszepnęłam jej do ucha. Wychodząc z samolotu poczułam jak ciepły, przyjemny wiatr rozwiewa na różne strony moje włosy. Odetchnęłam i ruszyłam razem z Molly, ciągnąc za sobą masę walizek, w stronę postoju taksówek. Wsiadłyśmy do żółtego samochodu i podałyśmy nazwę hotelu w którym się zatrzymamy. Kierowca westchnął tylko i powoli odpalił samochód. Moja przyjaciółka znów zasnęła na moich kolanach. Głaskałam jej włosy gdy nagle odezwał się kierowca.
- Nowy Jork to duże i niebezpieczne miasto. Radzę uważać na niektórych ludzi i nie chodzić nocami po ulicach. - ostrzegł.
- Dobrze. - powiedziałam stanowczo i wyjrzałam przez szybę. Robiło się ciemno i dopiero teraz zauważyłam, że na ulicach nie ma już prawie w ogóle ludzi. Za to co chwila widziałam grupkę, młodych chłopaków z alkoholem w ręku. Gdy stanęliśmy w korku przyjrzałam się bliżej jednej z takich grup. Uchyliłam okno i usłyszałam rozmowę.
- ..nowiutki.. mówię Ci, stary.. - mówił mężczyzna o ciemniejszym kolorze skóry. W jego ręku zobaczyłam pistolet. Młody, białoskóry chłopak, który wyglądał na 17 lat spoglądał na broń.
- No nie wiem.. trochę się..
- Boisz się. - powiedział mężczyzna z bronią. To nie było pytanie tylko stwierdzenie. Nagle przyłożył pistolet chłopakowi do brzucha i wszedł w jakiś zaułek. Po paru sekundach usłyszałam huk i zobaczyłam jak grupka chłopaków, wraz z ciemnoskórym uciekają. Po policzkach popłynęły mi łzy. Nagle zorientowałam się, że nie tylko ja oglądałam całe zajście. Kierowca taksówki także wpatrywał się w miejsce zabójstwa. Nie wytrzymałam, wybiegłam z samochodu krzycząc żeby zabrał Molly do hotelu i położył ją spać. Usłyszałam jak taksówka odjeżdża. Stałam sama na ciemnej ulicy. Wbiegłam w zaułek i zobaczyłam krew, mnóstwo krwi. Jednak chłopak żył, słyszałam jak się modli. Uklęknęłam koło niego świecąc sobie telefonem.
- Kim jesteś? - zapytał. - Aniołem?
- Nie, jestem raczej Twoim wybawcą. - powiedziałam i wybrałam numer na pogotowie i policje. Rozłączając się poczułam jak chłopak ściska moją dłoń.
- Jestem Charlie. - powiedział bardzo słabo.
- Stella. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Dziękuję Ci za wszystko.
- Charlie, wszystko, będzie dobrze, zobaczysz. - po tych słowach zjawiło się pogotowie i policja. Zabrali chłopaka na noszach do karetki. Mnie policjant odwiózł do hotelu.
- Dziękuję Ci. - powiedział gdy miałam już wysiadać.
- To ja dziękuję panu. - powiedziałam i wysiadłam z samochodu. - Mam prośbę. - wyszeptałam zmęczona uchylając drzwiczki radiowozu.
- Tak?
- Jak będzie pan coś wiedział na temat Charliego to proszę dzwonić. - powiedziałam i podałam kartkę z numerem policjantowi.
- Jasne, dobranoc. - odrzekł i pojechał. Chwilę jeszcze stałam i patrzyłam na odjeżdżający samochód. Po czym weszłam do ciepłego hotelu. Sekretarka przywitała mnie uśmiechem i pokazała pokój mój i Molly. Weszłam do środka po cichu i poczułam jak ktoś mnie przytula. Molly ścisnęła mnie, a po jej policzkach płynęły wielkie łzy. Płakała.
- Tak się bałam. Robert mi wszystko opowiedział. - powiedziała ocierając rękawem łzy. Przytuliłam ją mocno i razem osunęłyśmy się na podłogę płacząc. Jak ja kocham Molly. Nie wyobrażam sobie życia bez niej. Wkrótce obie zasnęłyśmy na podłodze.
***
- Harry Twoja walizka! - krzyknął do mnie Daddy, czyli Liam. Szybko wróciłem po bagaż i wsiedliśmy do naszej nowej, czarnej limuzyny, której szoferem był Jan. Nie wiedziałem nic na temat Jana, ale dobrze chłopowi z oczu patrzy. Dojechaliśmy pod hotel, w którym mieliśmy się na tydzień zatrzymać, ponieważ domek letniskowy był dopiero za 7 dni gotów do odbioru.
- Nasze piętro. - powiedział Louis gdy winda się zatrzymała. - Podobno jesteśmy na nim sami.
- Poprawka. - odezwał się Zayn. - W jednym z pokoi są jakieś dwie dziewczyny, ale nie ma co się przejmować. W hotelu będą tylko na noce. Trzeba było słuchać Lou.
- Bla, bla, bla. - gestykulował Marchewa. Zaśmiałem się.
- Kto z kim ma pokój? - zapytałem gdy Zayn zaczął łaskotać Louisa.
- Ty z Niallem, Ja z Marchewką i Zaynem. - powiedział Daddy. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać widząc jak Zayn płacze bo Lou mu lusterko zbił.
***
Oglądałem właśnie obraz na korytarzu kiedy drzwi jednego z pokoi się otworzyły. Stanęła w nich prześliczna blondynka, a za nią przecierająca oczy brunetka.
- Możecie ciszej? - powiedziała oschle brunetka.
- Już ich uspokajam. - powiedziałem. Wtedy otworzyły oczy i spojrzały na mnie.
- Boże.. - wyszeptała blondynka.
- Bogiem niestety nie jestem - uśmiechnąłem się. - Niall.
- Tak wiem. - powiedziały razem i zaczęły się śmiać. Dowiedziałem się że blondynka to Molly, a brunetka to Stella. Zapoznałem je z resztą zespołu. Wszyscy bardzo się ucieszyli na widok sąsiadek. Przed godziną 24 poszliśmy spać bo wszyscy byli zmęczeni podróżą. Ja ciągle myślałem o Molly, pięknej, cudownej Molly, o aniołku, który zgubił skrzydła, niewinnej i boskiej blondynce z niebieskimi oczami. W końcu zasnąłem z myślą że kiedyś będziemy razem.
